…nie, nie. Nie jestem święty. Jeszcze nie. Wiem tylko jedno, że Pan Bóg robi wszystko, abym nim był. A ja jestem oporny i nie za bardzo chcę. Bo wydaje mi  się, że to kim jestem i co posiadam jest najważniejsze. I wiem, że na mojej drodze stawia różnych ludzi, poprzez których prowadzi mnie do świętości. I stawia mi również wydarzenia, poprzez które prowadzi mnie również do tego, co doskonałe. A żeby jeszcze na dodatek było śmieszniej powiem, że i mnie stawia innym na takiej samej drodze, dla ich świętości. I mam nadzieję, że kiedyś się wszyscy w ‚Domu Naszego Ojca’ spotkamy i będziemy się cieszyć ze swojej świętości, i śmiać się z tego dlaczego Pan Bóg postawił mi tych, a nie innych i dlaczego tak, a nie inaczej. No i dla czego użył takiej drogi a nie innej.

      

     No i nutka, która mi zaproponowano ‚Bóg się mamo nie pomylił, narodziłeś (narodziłaś) się z miłości’, pokazuje tak naprawdę, że to Bóg ukochał człowieka taka miłością, że dał mu życie, tym samym zapraszajac nas do nieba. 

     A i dzień jest sposobny do tego, aby o tym trochę napisać. Bo tak naprawdę to ten dzisiejszy dzień, Wszystkich Świętych,  jest dniem imienin każdego z nas. Z tej okazji życzenia jak najlepsze i najszczersze; pomyślności, radości, uśmiechu, zadowolenia, sukcesów i tego wszystkiego co człowiek jest w stanie wymyśleć składając sobie życzenia. A i najważniejszego; osiągnięcia świętości.

Podziel się:

Average Rating: 4.4 out of 5 based on 288 user reviews.

      Ah… wiem, wiem. Nikt do niej nie lubi chodzić, a jak się już do niej nie chodzi, to zaczylona się wspominać i tęsknić. Na starym zdjęciu moje LO. To były czasy. 🙂 W klasie było nas, znaczy chłopaków 7 i 35 dziewczyn. Oczywiście jak przystało na chłopaków siedzieliśmy w pierwszym rzędzie i chyba tylko na niemcu siedzieliśmy z tyłu. Oj, dużo się działo. Było to chyba najbrdziej czerwone liceum w mieście. No takie to były czasy – komuny. W pierwszej klasie musieliśmy się nauczyć śpiewać hymn radziecki. Do dzisiaj go pamiętam. No, ale o wszystkim nie da się napisać, więc tylko dwa epizody, może śmieszne, może nie.

     Pierwszy. Obok szkoły była piekarnia. Piekła świetny chleb. No niestety, albo stety, do dzisiaj pamiętam smak tego chleba i żaden nie może dorównać tamtemu. Dlaczego tak smakował? Bo był wyrabiany ręcznie. I zawsze na dużej przerwie była kolejka. Bo nie tylko my mieliśmy taki genialny pomysł. Znaczy – inni zaczęli go kopiować od nas. Kupowaliśmy cały bochenek i dzieliliśmy na siedmiu. Do tego mleko. Co to była za uczta. Jedyna w swoim rodzaju.

     Drugi. Zapowiedziano sprawdzian z matmy. Oczywiście jak to bywa – zero przygotowania. Na dodatek w klasie wszyscy nie przygotowani, przynajmniej tak się deklarowali. Co tu robić. No to uciekamy. Ja uciekłem. Reszta została. Za dziesięć minut Lidka – nasza wychowaczyni, która zawsze walczyła o ucznia na radzie pedagogicznej, była w domu. Oczywiście musiałem iść do szkoły. Na lekcje, do Żbikowskiej. Dziewczyny jak szły do niej do tablicy, to zdarzało się, że kartka je odwoziła. Postrach wszystkich klas. I dostałem. Wiadomo co. A na marginesie pisząc z rachunku prawdopodobieństwa nie mogła się nadziwić dlaczego to rozumię, gdy wszyscy nie wiedzą o co w tym chodzi.

     Więcej przykładów z życia szkoły nie będę opisywał, bo jeszcze niektórzy pomyślą, że niezłe ziółko ze mnie było. Ano było, a może i jest. 😉

Podziel się:

Average Rating: 4.4 out of 5 based on 158 user reviews.

     We wcześniejszych wpisach pisałem o początkach mojego życia. Zamieściłem poniżej mocny film. Nie będę go komentował. Mówi bowiem sam za siebie. Moja mama co prawda nie ma internetu, ale w ten sposób powiem Jej – „Dziekuję, że żyję”. Zapraszam do wsłuchania się w niesamowite słowa Gianny Jessen, która działa w obronie milionów dzieci na całym świecie przed aborcją.

Podziel się:

Average Rating: 4.8 out of 5 based on 283 user reviews.

 

     Ostatnio dostaję bardzo dużo różnych pytań. I nie są to bynajmniej pytania banalne. Czasami może podstawowe, zwykłe, ale też i takie, które zmuszają do refleksji i zamyślenia. Jednak brakuje czasu, aby na wszystkie z nich odpowiedzieć. Myślę, że zamieszczona nuta daje na nie odpowiedź. Stara nuta, ale aktualna, bo tekst zaczerpnięty z nauki Jezusa – z ‚Kazania na górze’. Błogosławieni, znaczy szczęśliwi. Jeżeli przynajmniej trochę uda się z tego zrealizować, będzie dobrze, będzie lepiej. 😉

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 238 user reviews.