…szukając filmu do poprzedniego wpisu znlazłem i ten, a on mnie zainspirował do tego co niżej. Napisałem w notce o mnie, że jest osobą, którą cenię najbardziej. Chociaż jest już w ‚Domu Ojca’, to nadal tak jest. Wszyscy chyba z mojego pokolenia i pokoleń, które miały ten dar życia za jego pontyfikatu, cenimy go najbardziej. Prawdziwe jest stwierdzenie, że był dla nas autorytetem. Pokolenie JP2. Pierwszy raz z nim się spotkałem, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. Było to w Gnieźnie. Spotkałem, wielkie słowo. Byłem chyba w pierwszych klasach liceum. nie pamiętam już. Nie chciałem jechać. Ale proboszcz miał wolne miejsca w autokarze. Zadzwonił do mamy, że wpakowuje mnie do autokaru i nie ma dyskusji. Gdzieś nawet mam chyba film na taśmie 8 mm z tego spotkania, który sam robiłem. Mało pamiętałem wtedy z jego słów. To zapamiętywanie przyszło z czasem i trwa do dziś, kiedy sięgam po jego teksty. Potem były następne; dziedziniec KUL-u, msza na Czubach, pielgrzymka do Rzymu, kolejny jego przyjazd do Warszawy i msza o 6 rano w ogrodach watykańskich dla bardzo małej grupy wiernych.

   Najbardziej jednak przeżyłem spotkanie w Rzymie. W pierwszych latach, kiedy można już było organziować pielgrzymki,  pojechaliśmy z księdzem innej parafii mariańskiej, na dwa autobusy. 21 dni w drodze; autokary, które w Alpach nie jechały więcej niż 80 km. na godz. pod górę, jeden kierowca, wlasne namioty, własny prowiant, gaz, campingi. Wszystko to co było potrzebne do przeżycia na campingach dla takiej grupy osób ciągnęliśmy ze sobą. Tak byliśmy wariatami. Ale było super. Tydzień w Rzymie i ta audiencja. Wtedy jeszcze było przed zamachem. Papież podchodził do każdej z grup i robił sobie z nimi zdjęcia. Przepraszam. To raczej my robiliśmy sobie zdjęcia z Nim. Ustawiono nas chyba w najlepszym miejscu, na schodach. Ale mojej grupie to jakoś nie pasowało. Pokłócili się na kilka minut przed spotkaniem, według zasady, kto jest najważniejszy i kto powinien stać najbliżej. Zrobiło mi się smutno i przykro, że w takiej chwili nie potrafili być jedno. Stanąłem z boku. I nie miałem ochoty w ogóle być na takim zdjęciu. Podszedł do mnie. I jakby nas, a przed wszystkim mnie,  prześwietlił swoimi promieniami rentgenowskimi. Wiedział wszystko. Co czuję i co chciałem powiedzieć, a nie powiedziałem. To było widać w jego oczach. I te Jego słowa: „nie martw się, będzie dobrze”. Tyle lat minęło od tego spotkania, a ono pozostało w pamięci i to tak mocno.

   Codziennie spotykamy tylu ludzi na swojej drodze. I kiedyś będziemy się dziwić. Ile w nas, i w innych było pragnień i ile nie wypowiedzianych słów, które chcieliśmy powiedzić, a z różnych powodów nie dało się ich wyrazić. Niech zachętą do ich wypowiadania będą słowa kolumblijskiego pisarza  Gabriela Garcii Marqueza: „Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry. Miej czas, aby im powiedzieć “jak mi przykro”, “przepraszam”, “proszę”, “dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt Cię nie będzie pamiętał za Twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są Ci potrzebni.”

Podziel się:

Average Rating: 4.8 out of 5 based on 193 user reviews.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.