…pierwsza burza tego roku. Wiosenna. Lubię je. Gdy mówię o tym komuś,  niektórzy pukają się w głowę. No bo niby co w tym jest pięknęgo i co w tym lubić. Grzmoty, błyski, deszcz. Każda jest inna. A ja uwielbiam jak grzmi, błyska, pada. Pokazuje się wtedy siła i moc, i potęga. Dla mnie – samego Stwórcy, że tak to poukładał, że takie zjawiska można oglądać na własne oczy.

I zawsze po burzy wychodzi słońce. W życiu jest podobnie. Po naszych życiowych burzach przychodzą lepsze dni. Są one jak powietrze po burzy. Rześkie, że chcesz się go nawdychać jak najwięcej i najłapczywiej, tak jakbyś chciał zrobić sobie zapas na przyszłość bojąc się, że go zabraknie. No i po burzy świat wydaje sie czyściejszy. Zieleń bardziej soczysta, kolory jaskrawsze. A kwiaty po prostu jeszcze cudowniejsze. Pozostaje życzyć tylko pięknej wiosny.

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 257 user reviews.

W księgach Nowego Testamentu występuje pod imieniem Jan, Dzieje Apostolskie wspominają go jako „Jana zwanego Markiem”, syn Marii, która prawdopodobnie była właścicielką domu, w którym odbyła się Ostatnia Wieczerza. Był Palestyńczykiem. Imienia jego ojca nie znamy. Zapewne, w czasach publicznej działalności Pana Jezusa matka jego, Maria, była wdową; pochodziła z Cypru.
Jest bardzo prawdopodobne, że matka jego była właścicielką Wieczernika, gdzie Chrystus spożył z Apostołami ostatnią wieczerzę. Jest bardzo również możliwe, że matka św. Marka była również właścicielką ogrodu Getsemani na Górze Oliwnej. Św. Marek bowiem w swojej Ewangelii podaje ciekawy szczegół, o którym żaden z Ewangelistów nie wspomina, że w czasie modlitwy Pana Jezusa w Ogrójcu znalazł się w nim (zapewne w budce czy też w małym domku, jaki się tam znajdował) pewien młodzieniec. Kiedy usłyszał krzyki zgrai żydowskiej, obudził się i owinięty jedynie prześcieradłem wybiegł na zewnątrz. Kiedy zobaczył, że Pana Jezusa zabie rają oprawcy, zaczął krzyczeć. Wtedy ktoś ze służby świątyni podbiegł do niego, aby go pochwycić, ale on uciekł, zostawiając prześcieradło w rękach pachołka.
Marek był uczniem św. Piotra. Prawdopodobnie zaraz po zesłaniu Ducha Świętego św. Piotr udzielił św. Markowi Chrztu świętego. Dlatego nazywa go swoim synem. Wieczernik służył Apostołom za dom schronienia po śmierci Chrystusa Pana. Tam właśnie udał się książę Apostołów zaraz po swoim cudownym uwolnieniu przez anioła z więzienia. Kiedy w roku 44 św. Paweł i św. Barnaba przybyli do św. Piotra z jałmużną dla Kościoła w Jerozolimie, znaleźli św. Piotra i św. Jakuba w Wieczerniku. Barnaba był krewnym św. Marka. Marek towarzyszył Barnabie i Pawłowi w podróży do Antiochii, a potem w pierwszej podróży na Cypr. Kiedy zaś Paweł chciał iść w głąb małej Azji przez wysokie góry Tauru, Marek się sprzeciwił, co bardzo rozgniewało Apostoła Narodów. Marek nie czuł się zdolny ponosić trudów tak uciążliwej pieszej wyprawy i dlatego w roku 49 w Pergo zawrócił.
Kiedy Paweł wybierał się z Barnabą w swą drugą podróż apostolską, Barnaba chciał zabrać ze sobą Marka, ale Apostoł Narodów się nie zgodził. Wtedy Barnaba opuścił Pawła, tak że ten odtąd sam w towarzystwie św. Łukasza Ewangelisty i innych odbywał swoje apostolskie podróże. Razem wówczas Barnaba i Marek udali się na Cypr. Była to wyspa rodzinna Barnaby, a być może, że również św. Marka. W kilkanaście lat potem, w roku 61 widzimy ponownie św. Marka przy Pawle w Rzymie. Pisze o tym sam Apostoł w Liście do Kolosan i do Filemona. Możliwe, że Marek wybierał się wtedy, wysłany przez św. Pawła, do wspomnianych adresatów, gdyż Apostoł Narodów żąda dla niego gościnnego przyjęcia.
W Liście do Tymoteusza, który pisze z więzienia, Paweł prosi, aby przybył do niego także Marek, „jest mi bowiem przydatny do posługiwania”.
Na tym urywają się wszelkie historyczne wiadomości o św. Marku. Nie wiemy nic pewnego o dalszych losach jego życia.

Według tradycji miał być założycielem gminy chrześcijańskiej w Aleksandrii i jej pierwszym biskupem. Tam również miał ponieść śmierć męczeńską za panowania cesarza Nerona. Inni przesuwają słusznie datę jego śmierci do czasów cesarza Trajana (98-117). Odnośnie męczeństwa św. Marka nie mamy żadnych danych. Zastanawiające, że o śmierci męczeńskiej św. Marka nic nie wie św. Hieronim. Tym większe zastrzeżenie budzi legenda, wg której Marek miał głosić Ewangelię w Akwilei, a nawet w Lorch (Austria).

Największą zasługą św. Marka jest to, że zostawił nam napisany zwięzły opis życia i nauki Jezusa. Jego Ewangelia miała być wiernym echem katechezy św. Piotra. Napisał ją św. Marek przed rokiem 62, w którym ukazała się Ewangelia św. Łukasza. Mogła więc powstać w latach 50-60. Zaczyna on swoją Ewangelię od Chrztu Jezusa i od powołania św. Piotra na Apostoła. Podaje on jako szczegół charakterystyczny: pobyt Jezusa w domu św. Piotra i uzdrowienie jego teściowej. Święty Marek znał doskonale język aramajski i grecki. Ewangelię swoją pisał nie dla Żydów, gdyż często tłumaczy słowa aramajskie na język grecki. Tłumaczy również zwyczaje żydowskie. Ewangelię swoją pisał zapewne w Rzymie, gdyż przypomina znanych w Rzymie gminie chrześcijańskiej: Aleksandra i Rufusa jako świadków pośrednich męki Pańskiej.

W IX w. Wenecjanie przewieźli jego relikwie do swojego miasta, gdzie zbudowali mu wspaniałą bazylikę patriarchalną. Święty Marek jest patronem pisarzy, notariuszy, murarzy, koszykarzy i szklarzy oraz miast: Bergamo, Wenecji, Egiptu, a także Albanii. Dzień św. Marka zbiegł się przypadkowo z procesją błagalną, praktykowaną od starożytnych czasów dla uproszenia u Boga dobrych urodzajów. Tak św. Marek stał się orędownikiem u Boga o dobrą pogodę i obfite plony.

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 181 user reviews.

…trudny dzisiejszy dzień. Chyba dla wszystkich. Dla mnie bardzo. Wśród tych, którzy zginęli w katastrofie byli Ci, których znałem osobiście i którzy w różny sposób pomagali mi przy Targach Wydawców Katolickich – mam tu na myśli: Tomasza Mertę, podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury. Zawsze życzliwy dla ludzi książki. Obecny na otwarciach targów, popierający naszą inicjatywę. No i Józek Joniec, ksiądz – to od niego uczyłem się jak prowadzić stowarzyszenie. Wiele godzin przegadaliśmy.

Dzisiaj wszyscy mówią targedia, katastrofa. Kilka osób pytało mnie – ‚i co teraz z nami będzie’. Załamani. Tak po prostu, po ludzku. Wiem, że w obliczu tej tragedii te słowa mogą zabrzmieć strasznie. Przecież zginęli ludzie, pozostawiając swoich bliskich, rodziny, znajmowych, przyjaciół. Kruchy z nas materiał. Kruche z nas istoty.

Wierzę jednak, że będzie dobrze. Bóg z tego pozornego zła, wyprowadzi dobro. Wierzę w to głęboko. Bo On zawsze to czyni. W moim życiu też, wiele raz to uczynił. Jesteśmy w oktawie świąt Zmartwychwstania. Przed nami Niedziela Miłosierdzia Bożego. Nie jest przypadkiem, że Jan Paweł II umierał w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia Bożego. To dzisiejsze wydarzenie też ma swoje miejsce i czas w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Bóg chce nam poprzez te dwa znaki coś powiedzieć. Oczywiście rodzi się pytanie – Jak poprzez coś takiego, może do nas przemówić? Może chce nam przypomnieć to wszystko, co mieliśmy w swoich sercach pięć lat temu, czym żyliśmy, a gdzieś może po drodze o tym zapomnieliśmy. Może potrzebujemy takiego wstrząsu, aby zobaczyć co w życiu jest ważne, ważniejsze i najważniejsze. I gdzie pozostawiliśmy nasze ideały. A kiedyś przecież zmartwychwstaniemy!

Podziel się:

Average Rating: 4.8 out of 5 based on 210 user reviews.

     ‚Jest dobrze, wcale nie jest tak żle, ale my wciąż czegoś lepszego szukamy. Pragniemy lepszego dnia, życia, siebie, nie zadowalając się tym co już mamy. A mamy przecież tak wiele, lecz tego nie doceniamy. Sięgając po skrawek nieba, zapominamy o tym co na ziemi kochamy. Niedobry dzień skupia naszą uwagę, a dobry nie zauważamy. Przyjaciela, który stoi koło nas, w poszukiwaniu innego odtrącamy. Zdrowie, cóż to takiego nadzwyczajnego? W drodze życia często je zawalamy. A jak choroba nas zaskoczy, to wtedy sobie o nim przypominamy. Żyjąc tak, życie przechodzi nam obok, plecami się do niego odwracamy. Chcemy inne, lepsze życie… nie wiedząc jak dobrze się mamy.’

  

     Na Nowy Rok życzenia, abyśmy wciąż nie szukali czegoś lepszego, a przede wszystkim dziękowali Bogu za to co mamy i kim jesteśmy, za życie, i za …,  a tu zostawiam miejsce na to, za co chce każdy z nas Mu podziękować. A jak się tak głębiej zastanowić to jest za co. I nawet w pierwszej chwili nie zdajemy sobie sprawy, że aż za tyle. A więc udanego Nowego Roku pod każdym względem i Bożego błogosławieństwa.

Podziel się:

Average Rating: 4.8 out of 5 based on 201 user reviews.

   …właśnie zakończyła się wigilia i wspólne kolędowanie. I przyszedł też czas zadumy i refleksji. Eh te wspomnienia.  Kolejny raz z dala od domu rodzinnego. Nie zrozumie tego ten, kto tego nie doświadczył. I powiem tak – brakuje mi tych wigilii spóźnionych nawet o kilka dni, kiedy było wiadomym, że nie mogę dojechać na czas. I urządzano ją drugi raz; z łamaniem opłatkiem, życzeniami, przebaczeniem sobie urazów,  barszczem, choinką, prezentami, kolędami.

   Ten dzień jest zawsze szczególny. Dzień, kiedy wracamy myślami do tego co dobre i wspaniałe, co się nad udało. Dzień zatrzymania nad marzeniami. Dzień wspomnień nad tymi, których już wśród nas nie ma i też dzień wspomnień nad tymi, którzy już z nami nie zasiądą do wigilijnego stołu. I chwila, kiedy snujemy myśli nad tym co się nam nie udało. I również szczególny moment, kiedy zastanawiamy się kogo chciałoby się w ten dzień przeprosić, przebaczyć, oraz że tak trudno to wykonać, czasami wręcz wydaje się to nie możliwe.

   Więc może tą elektroniczną drogą wypowiem to słowo – ‚przepraszam’. A na dzień Narodzenia Jezusa niech popłyną życzenia ‚mocnej wiary, że kiedyś będzie lepiej. A Emmanuel niech błogosławi w każdej chwili i w każdym miejscu’.

Podziel się:

Average Rating: 5 out of 5 based on 212 user reviews.