wiosna

…pierwsza burza tego roku. Wiosenna. Lubię je. Gdy mówię o tym komuś, niektórzy pukają się w głowę. No bo niby co w tym jest pięknęgo i co w tym lubić. Grzmoty, błyski, deszcz. Każda jest inna. A ja uwielbiam jak grzmi, błyska, pada. Pokazuje się wtedy siła i moc, i potęga. Dla mnie – samego Stwórcy, że tak to poukładał, że takie zjawiska można oglądać na własne oczy.

I zawsze po burzy wychodzi słońce. W życiu jest podobnie. Po naszych życiowych burzach przychodzą lepsze dni. Są one jak powietrze po burzy. Rześkie, że chcesz się go nawdychać jak najwięcej i najłapczywiej, tak jakbyś chciał zrobić sobie zapas na przyszłość bojąc się, że go zabraknie. No i po burzy świat wydaje sie czyściejszy. Zieleń bardziej soczysta, kolory jaskrawsze. A kwiaty po prostu jeszcze cudowniejsze. Pozostaje życzyć tylko pięknej wiosny.

zmartwychwstanie

…trudny dzisiejszy dzień. Chyba dla wszystkich. Dla mnie bardzo. Wśród tych, którzy zginęli w katastrofie byli Ci, których znałem osobiście i którzy w różny sposób pomagali mi przy Targach Wydawców Katolickich – mam tu na myśli: Tomasza Mertę, podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury. Zawsze życzliwy dla ludzi książki. Obecny na otwarciach targów, popierający naszą inicjatywę. No i Józek Joniec, ksiądz – to od niego uczyłem się jak prowadzić stowarzyszenie. Wiele godzin przegadaliśmy.

Dzisiaj wszyscy mówią tragedia, katastrofa. Kilka osób pytało mnie – ‚i co teraz z nami będzie’. Załamani. Tak po prostu, po ludzku. Wiem, że w obliczu tej tragedii te słowa mogą zabrzmieć strasznie. Przecież zginęli ludzie, pozostawiając swoich bliskich, rodziny, znajomych, przyjaciół. Kruchy z nas materiał. Kruche z nas istoty.

Wierzę jednak, że będzie dobrze. Bóg z tego pozornego zła, wyprowadzi dobro. Wierzę w to głęboko. Bo On zawsze to czyni. W moim życiu też, wiele raz to uczynił. Jesteśmy w oktawie świąt Zmartwychwstania. Przed nami Niedziela Miłosierdzia Bożego. Nie jest przypadkiem, że Jan Paweł II umierał w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia Bożego. To dzisiejsze wydarzenie też ma swoje miejsce i czas w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Bóg chce nam poprzez te dwa znaki coś powiedzieć. Oczywiście rodzi się pytanie – Jak poprzez coś takiego, może do nas przemówić? Może chce nam przypomnieć to wszystko, co mieliśmy w swoich sercach pięć lat temu, czym żyliśmy, a gdzieś może po drodze o tym zapomnieliśmy. Może potrzebujemy takiego wstrząsu, aby zobaczyć co w życiu jest ważne, ważniejsze i najważniejsze. I gdzie pozostawiliśmy nasze ideały. A kiedyś przecież zmartwychwstaniemy!

noworocznie

‚Jest dobrze, wcale nie jest tak żle, ale my wciąż czegoś lepszego szukamy. Pragniemy lepszego dnia, życia, siebie, nie zadowalając się tym co już mamy. A mamy przecież tak wiele, lecz tego nie doceniamy. Sięgając po skrawek nieba, zapominamy o tym co na ziemi kochamy. Niedobry dzień skupia naszą uwagę, a dobry nie zauważamy. Przyjaciela, który stoi koło nas, w poszukiwaniu innego odtrącamy. Zdrowie, cóż to takiego nadzwyczajnego? W drodze życia często je zawalamy. A jak choroba nas zaskoczy, to wtedy sobie o nim przypominamy. Żyjąc tak, życie przechodzi nam obok, plecami się do niego odwracamy. Chcemy inne, lepsze życie… nie wiedząc jak dobrze się mamy.’

Na Nowy Rok życzenia, abyśmy wciąż nie szukali czegoś lepszego, a przede wszystkim dziękowali Bogu za to co mamy i kim jesteśmy, za życie, i za …, a tu zostawiam miejsce na to, za co chce każdy z nas Mu podziękować. A jak się tak głębiej zastanowić to jest za co. I nawet w pierwszej chwili nie zdajemy sobie sprawy, że aż za tyle. A więc udanego Nowego Roku pod każdym względem i Bożego błogosławieństwa.

święta

…właśnie zakończyła się wigilia i wspólne kolędowanie. I przyszedł też czas zadumy i refleksji. Eh te wspomnienia. Kolejny raz z dala od domu rodzinnego. Nie zrozumie tego ten, kto tego nie doświadczył. I powiem tak – brakuje mi tych wigilii spóźnionych nawet o kilka dni, kiedy było wiadomym, że nie mogę dojechać na czas. I urządzano ją drugi raz; z łamaniem opłatkiem, życzeniami, przebaczeniem sobie urazów, barszczem, choinką, prezentami, kolędami.

Ten dzień jest zawsze szczególny. Dzień, kiedy wracamy myślami do tego co dobre i wspaniałe, co się nad udało. Dzień zatrzymania nad marzeniami. Dzień wspomnień nad tymi, których już wśród nas nie ma i też dzień wspomnień nad tymi, którzy już z nami nie zasiądą do wigilijnego stołu. I chwila, kiedy snujemy myśli nad tym co się nam nie udało. I również szczególny moment, kiedy zastanawiamy się kogo chciałoby się w ten dzień przeprosić, przebaczyć, oraz że tak trudno to wykonać, czasami wręcz wydaje się to nie możliwe.

Więc może tą elektroniczną drogą wypowiem to słowo – ‚przepraszam’. A na dzień Narodzenia Jezusa niech popłyną życzenia ‚mocnej wiary, że kiedyś będzie lepiej. A Emmanuel niech błogosławi w każdej chwili i w każdym miejscu’.

mikołaj

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię”. /Mt 5,3/

…z poprzednim wpisem na pewno kojarzy się postać tego wielkiego człowieka. Święty Mikołaj – no nie żaden dziadek mróz w Rosji, ani też disnejowski krasnal mieszkający w Finlandii, lecz biskup, który kierował się ewangeliczną zasadą dawania jałmużny i czynienia dobra bez rozgłosu. Mikołaj

I właśnie nadszedł ten dzień, kiedy wspominamy jego święte życie, a dla uczczenia tego dnia obdarowujemy się prezentami. Jednak zawsze w tym dniu nachodzi mnie jedna refleksja – ‚nie dla wszystkich jest to dzień radości’. Są tacy, którzy tego dnia się smucą i to z różnych powodów, miedzy innymi z tego, że nic nie otrzymają, i to nie tylko w tym wymiarze materialnym, ale i duchowym. A dlaczego? Odpowiedzi jest dużo i różnych, można powiedzieć bardzo dużo i bardzo różnych. Nie będę je tu przytaczał. Niech każdy da sobie przynajmniej jedną. Moja jest taka – nie wszyscy wierzą w istnienie tego prawdziwego Świętego.

A na zdjęciu prawdziwa twarz św. Mikołaja, odtworzona na podstawie zachowanej czaszki w jego grobie.