d739c7ea45

Kasia i Łukasz, moi przyjaciele, jedni z … . Brakuje Antosia, ale wtedy gdy blogosławiłem ich małźeństwo, był tylko w zamysłach Bożych. I cieszę się, że na sam koniec mojego pobytu w Warszawie,  dane mi było z małego poganina zrobić, dziecko Boże. Mam nadzieję, że wybaczą mi, że umieściłem tu ich zdjęcie. Ich zaśłubiny były wspaniałe, jak i te zdjęcia. Jeszcze takiego wykonania nie widziałem. No i nasz zabytkowy kościół z XVII wieku w Mariańskim Porzeczu, drewniany z malowidłami na ścianach, który dodawał uroku całości. Mówię nasz, bo tam się spotykaliśmy przez trzy lata. Łukasza jeszcze wtedy nie znałem, poznałem go, gdy był w szkole średniej, a przyszedł odwiedzić Kasię w szpitalu w Aninie, gdzie miała operację na sercu. Już wtedy wiedziałem, że będą małźeństwem. Oni, chyba jeszcze nie. Skąd. Po prostu wiedziałem.

   A Kasię znałem i uczyłem od zerówki. I nie zapomnę nigdy, gdy przychodziła po lekcjach na plebanię z innymi dzieciakami, siedzieli, rozrabiali, zadawali mądre i gupie pytania, i tak czekali na autobus. Podczas takich oczekiwań podzieliła się swoim zmartwieniem; ‚jak to będzie z jej Pierwszą Komunią św., bo mama w szpitalu czeka, aż urodzi się siostrzyczka, a ona nie ma jeszcze sukiennki do komunii’. Było chyba z dwa tygodnie do uroczystości. Ujęła mnie tym swoim zmartwieniem, dla dorosłego może nic nie znaczącym, ale dla Niej był to ogromny problem. Nie pamiętam, co dokładnie wtedy powiedziałem, ale chyba brzmiało to tak; ‚nie wyobrażam sobie, aby mama o Tobie zapomniała i o Twojej Pierwszej Komunii św.’ Wszystko będzie dobrze. A jak trzeba będzie pomogę.’ Wtedy chyba zrodziła się też nasza przyjaźń. I było rzeczywiście dobrze. W przeddzień komunii odbył się chrzest Karoliny.

   Tylko dla mnie, był to tylko ciężki czas, bo już wtedy wiedziałem, że będę przeniesiony do innej pracy, a o tym, według woli przełożonych, nie mogłem nikomu powiedzieć. Nawet Kasi i jej rodzicom. Można by dużo jeszcze pisać o minionych latach przyjaźni; wspomnę tylko wspólne sylwestry w ich domu. I mogę tylko dodać: Dziekuję Wam, że jesteście moimi Przyjaciółmi.

Podziel się:

Average Rating: 5 out of 5 based on 238 user reviews.


…szukając filmu do poprzedniego wpisu znlazłem i ten, a on mnie zainspirował do tego co niżej. Napisałem w notce o mnie, że jest osobą, którą cenię najbardziej. Chociaż jest już w ‚Domu Ojca’, to nadal tak jest. Wszyscy chyba z mojego pokolenia i pokoleń, które miały ten dar życia za jego pontyfikatu, cenimy go najbardziej. Prawdziwe jest stwierdzenie, że był dla nas autorytetem. Pokolenie JP2. Pierwszy raz z nim się spotkałem, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski. Było to w Gnieźnie. Spotkałem, wielkie słowo. Byłem chyba w pierwszych klasach liceum. nie pamiętam już. Nie chciałem jechać. Ale proboszcz miał wolne miejsca w autokarze. Zadzwonił do mamy, że wpakowuje mnie do autokaru i nie ma dyskusji. Gdzieś nawet mam chyba film na taśmie 8 mm z tego spotkania, który sam robiłem. Mało pamiętałem wtedy z jego słów. To zapamiętywanie przyszło z czasem i trwa do dziś, kiedy sięgam po jego teksty. Potem były następne; dziedziniec KUL-u, msza na Czubach, pielgrzymka do Rzymu, kolejny jego przyjazd do Warszawy i msza o 6 rano w ogrodach watykańskich dla bardzo małej grupy wiernych.

   Najbardziej jednak przeżyłem spotkanie w Rzymie. W pierwszych latach, kiedy można już było organziować pielgrzymki,  pojechaliśmy z księdzem innej parafii mariańskiej, na dwa autobusy. 21 dni w drodze; autokary, które w Alpach nie jechały więcej niż 80 km. na godz. pod górę, jeden kierowca, wlasne namioty, własny prowiant, gaz, campingi. Wszystko to co było potrzebne do przeżycia na campingach dla takiej grupy osób ciągnęliśmy ze sobą. Tak byliśmy wariatami. Ale było super. Tydzień w Rzymie i ta audiencja. Wtedy jeszcze było przed zamachem. Papież podchodził do każdej z grup i robił sobie z nimi zdjęcia. Przepraszam. To raczej my robiliśmy sobie zdjęcia z Nim. Ustawiono nas chyba w najlepszym miejscu, na schodach. Ale mojej grupie to jakoś nie pasowało. Pokłócili się na kilka minut przed spotkaniem, według zasady, kto jest najważniejszy i kto powinien stać najbliżej. Zrobiło mi się smutno i przykro, że w takiej chwili nie potrafili być jedno. Stanąłem z boku. I nie miałem ochoty w ogóle być na takim zdjęciu. Podszedł do mnie. I jakby nas, a przed wszystkim mnie,  prześwietlił swoimi promieniami rentgenowskimi. Wiedział wszystko. Co czuję i co chciałem powiedzieć, a nie powiedziałem. To było widać w jego oczach. I te Jego słowa: „nie martw się, będzie dobrze”. Tyle lat minęło od tego spotkania, a ono pozostało w pamięci i to tak mocno.

   Codziennie spotykamy tylu ludzi na swojej drodze. I kiedyś będziemy się dziwić. Ile w nas, i w innych było pragnień i ile nie wypowiedzianych słów, które chcieliśmy powiedzić, a z różnych powodów nie dało się ich wyrazić. Niech zachętą do ich wypowiadania będą słowa kolumblijskiego pisarza  Gabriela Garcii Marqueza: „Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry. Miej czas, aby im powiedzieć “jak mi przykro”, “przepraszam”, “proszę”, “dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt Cię nie będzie pamiętał za Twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są Ci potrzebni.”

Podziel się:

Average Rating: 4.4 out of 5 based on 181 user reviews.


     …trochę ich na swoim koncie mam. I nie te na które jechałem, ale te które organizowałem. Ostatni chyba na długo pozostanie w pamięci; ‚Credo’ – Henriego Seroki w wykonaniu dwóch połączonych chórów, solistów i Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Kaliskiej. Jednym słowem – cudo. Henri to ten sam, co pisał muzykę do filmów: ‚U Pana Boga w ogródku’, ‚U Pana Boga za piecem’, ale też do ‚Smerfów’. Były jeszcze inne: Antonina Krzyszoń, Chili My, ‚Capella Gedanesis’ i Konstanty Kulka oraz ‚Cztery pory roku’, Trebunie Tutki’.

     A to w związku z jedynym koncertem Andrei Bocelliego w Polsce, tenorem, który urodził się z wrodzoną wadą wzroku – jaskrą, a w wieku 12 lat uprawiając sport doznał wylewu krwi do mózgu, w wyniku czego utracił wzrok. Sama scena ma mieć 320 m. kw. No i tu mój dylemat; jechać, nie jechać, oto jest pytanie. Znajomy mówi, a co tam będziesz jechał, przyjedź do mnie, puszczę ci płytę, na dobrym sprzęcie. Będzie to samo. A ja wiem, że nie będzie to samo. Chyba kupię kilka biletów. Może ktoś pojedzie ze mną, bo samemu jakoś nie mam chęci. | 😉 kupiłem 😉

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 270 user reviews.

0404706

 młodzieńcze marzenie, raczej już nie do zrealizowania, ale sentyment pozostał. Kiedy widzę samolot, to myśli szybują do tego co się unosi nad ziemią. I przypominają się właśnie te pierwsze marzenia ze szkoły podstawowej, a była to szkoła pilotów w Dęblinie. Nic z tego nie wyszło, bo oceny były za słabe i zdrowie też nie takie, aby się tam dostać. Ale kiedy widzę kolosa wzbijającego się w przestworza to mu zazdroszczę, bo sam chciałbym go prowadzić. I nie wiem skąd ta fascynacja się wzięła. Może wycieczka, chyba w przedszkolu, na lotnisko trawiaste w Wielkich Lniskach. A może jeszcze coś…

     Ale jedno jest zastanawiające, że już wtedy chciałem być tak blisko tego miejsca, gdzie obecnie jestem. Potem trafiłem tu na studia, teraz ponownie tu jestem. Co też ten Pan Bóg chce mi przez to wszystko powiedzieć. Dlaczego tu a nie gdzie indziej, dlaczego do tych ludzi, a nie do innych. I znowu pytania; dlaczego? Bardzo dużo ich w ostatnim czasie. Jedno jestem pewien, że coś dla mnie szykuje, czegoś chce mnie nauczyć, coś pokazać, do czegoś przygotować. Za jakiś czas będę mądrzejszy. I będę się śmiał z tego, że On tak dobrze wszystko widzi.

  A i jeszcze jedno cos mi pozostało z tego jak to nazwałem latania, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu. Ciągle latam… 😉

Podziel się:

Average Rating: 4.4 out of 5 based on 270 user reviews.

‚…dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.’  /Antoine de Saint-Exupéry/

 …dostałem nscan0004ie tak dawno, dwa rysunki serduszek od mojej córki chrzestnej. Przy pożegnaniu ustaliliśmy, które kogo jest, (jak ja nie znoszę tych pożegnań). Dostałem i też inne serduszka, które sobie bardzo cenię. Trochę potrzebowałem czasu, aby to przemyśleć, bo już tyle o nich napisano. A przede wszystkim pisali mądrzejsi ode mnie. Nie jest łatwo łatwo napisać coś nowego. Te serduszka rzeczywiście wypływają z serca i są autentycznym darem; prawdziwym, szczerym, na który tak naprawdę nie zasłużyłem. Darem od innych. Ale też są darem Boga, którscan0002y mi pokazuje poprzez to jak bardzo mnie kocha. O sercu można powiedzieć, że to najważniejszy organ naszego ciała. Gdy boli, daje sygnał, że mamy uważać. Gdy bije nierówno, wiemy, że coś jest nie tak. Gdy się zacina, też wiemy co to znaczy. Gdy przestaje bić… wiemy…

   Wydaje się, że wszystko wiemy. Czy rzeczywiście? Myślę, że nie wszystko. Nie umiemy wejść w serce drugiego człowieka i zobaczyć, tak od środka, jego uczuć. Tych dobrych i niestety tych, których się wstydzi. Oby tych drugich było jak najmniej. Patrzymy tylko na to, co jest zewnętrzne, a środka tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zobaczyć; ile jest w nim miłosći i radości, a ile bólu i cierpienia, ile pokładanych nadziei, ile danego zaufania. Dlatego też nie osądzajmy zbyt pochopnie. Bo możemy się kiedyś zdziwić, oceniając tylko po tym, co zewnętrzne. Dorzucę jeszcze myśl o sercu pisarza –  Jonathana Carrolla ‚Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa.’

Podziel się:

Average Rating: 4.8 out of 5 based on 178 user reviews.