‚…dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.’  /Antoine de Saint-Exupéry/

 …dostałem nscan0004ie tak dawno, dwa rysunki serduszek od mojej córki chrzestnej. Przy pożegnaniu ustaliliśmy, które kogo jest, (jak ja nie znoszę tych pożegnań). Dostałem i też inne serduszka, które sobie bardzo cenię. Trochę potrzebowałem czasu, aby to przemyśleć, bo już tyle o nich napisano. A przede wszystkim pisali mądrzejsi ode mnie. Nie jest łatwo łatwo napisać coś nowego. Te serduszka rzeczywiście wypływają z serca i są autentycznym darem; prawdziwym, szczerym, na który tak naprawdę nie zasłużyłem. Darem od innych. Ale też są darem Boga, którscan0002y mi pokazuje poprzez to jak bardzo mnie kocha. O sercu można powiedzieć, że to najważniejszy organ naszego ciała. Gdy boli, daje sygnał, że mamy uważać. Gdy bije nierówno, wiemy, że coś jest nie tak. Gdy się zacina, też wiemy co to znaczy. Gdy przestaje bić… wiemy…

   Wydaje się, że wszystko wiemy. Czy rzeczywiście? Myślę, że nie wszystko. Nie umiemy wejść w serce drugiego człowieka i zobaczyć, tak od środka, jego uczuć. Tych dobrych i niestety tych, których się wstydzi. Oby tych drugich było jak najmniej. Patrzymy tylko na to, co jest zewnętrzne, a środka tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zobaczyć; ile jest w nim miłosći i radości, a ile bólu i cierpienia, ile pokładanych nadziei, ile danego zaufania. Dlatego też nie osądzajmy zbyt pochopnie. Bo możemy się kiedyś zdziwić, oceniając tylko po tym, co zewnętrzne. Dorzucę jeszcze myśl o sercu pisarza –  Jonathana Carrolla ‚Człowiek może postąpić dziesięć razy źle, potem raz dobrze i ludzie z powrotem przyjmują go do swoich serc. Ale jeśli postąpi odwrotnie: dziesięć razy dobrze, a potem raz źle, nikt już więcej mu nie zaufa.’

Podziel się:

Average Rating: 5 out of 5 based on 279 user reviews.

przygoda z krwią zaczęła się dawno. Pierwszy raz w klasie maturalnej, ale wtedy, to była tylko zabawa i chęć dostania jednego wolnego dnia od szkoły, bo chyba jeżeli dobrze pamiętam, był jakiś sprawdzian.

A na poważnie. Na drugiej mojej parafii. Pamiętam, że był wtedy piękny dzień, słońce, marzyliśmy już wszyscy o wakacjach. I ta straszna wiadomość o wypadku moich uczennic kończących właśnie szkołę podstawową. W cztery dziewczyny wjechał samochód. Jedną Pan powołał do siebie. Jednej nic się nie stało. Ale dwie. Walczyły o życie. Uszkodzone wątroby. Potrzebna była krew. I to dużo. Prawie cztery litry na każdą.

Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy nagle w parafii poczuliśmy się jedną rodziną. Nie była potrzebna żadne namawianie. Każdy czuł, że musi to zrobić. Na moje słowa, że jadę oddać i czekajcie z zakończeniem roku szkolnego aż wrócę, dołączyli się inni; rodzice, nauczyciele.

A potem było dziecko chore na białaczkę. Znajomy ksiądz prosił mnie, czy nie mógłbym pomóc. I tak już zostało. Regularnie, co trzy miesiące, jeżeli zdrowie pozwalało, byłem w malutkiej stacji krwiodawstwa w Szpitalu Dziecięcym na Litewskiej. A gdy ją zamknęli, przeniosłem się do Centrum Zdrowia Dziecka. Może to wszystko jest dziwne, może dla niektórych śmieszne, dziwaczne itd. Dla mnie jest to ważne, po prostu tak rozumiem wypełnianie przykazania miłości bliźniego… Czas pokaże co dalej…

Podziel się:

Average Rating: 4.7 out of 5 based on 239 user reviews.