Ten trzyminutowy film powoduje gęsią skórkę na całym ciele. Z powodu piękna jakie z niego bije. Po prostu jasność zapanowała na ulicy Nowego Jorku. Idź i ty za Jezusem!

Twarze przechodniów, robotników, policjantów, mówią same za siebie. Przeogromne zdziwienie, ale również ludzka zaduma. Oto idzie, kroczy ulicami Nowego Jorku sam Bóg, Stworzyciel świata i człowieka. Kroczy w otoczeniu swoich wiernych, którzy z dumą i pokorą podążają śladem Jezusa Chrystusa.

Tak właśnie przebiega ewangelia współczesnego świata. Nie poprzez przeintelektualizowane rozmowy, ale poprzez świadectwo! Najświętszy Sakrament to postać Boga, dlatego My sami musimy podjąć ten krok by przybliżyć się do Tego Najświętszego Serca Jezusowego. I nie bać się wyjść ze swej komnaty! Musimu kroczyć pewnie przed siebie niosąc Chrystusa tam, gdzie jest nieobecny, gdzie Go nie chcą. Bo to jedyna Prawda i jedyny Sens Życia.

Zobacz film, pomódl się w intencji misjonarzy, tych ulicznych i nas samych, bo my też jesteśmy wezwani przez Chrzest Święty do głoszenia Prawdy o Chrystusie. I nie bójmy się, nie warto!

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 256 user reviews.

     We wcześniejszych wpisach pisałem o początkach mojego życia. Zamieściłem poniżej mocny film. Nie będę go komentował. Mówi bowiem sam za siebie. Moja mama co prawda nie ma internetu, ale w ten sposób powiem Jej – „Dziekuję, że żyję”. Zapraszam do wsłuchania się w niesamowite słowa Gianny Jessen, która działa w obronie milionów dzieci na całym świecie przed aborcją.

Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 198 user reviews.

      …zawsze ciekawi, jak to się zaczęło. Jak odczułeś, że to właśnie ty? W ogóle dlaczeo ty, a nie ja? Nie wiem dlaczego ja. Wiem tylko, że to dar, którego samemu się nie bierze.

   Historię swojego powołania mogę tylko porównać do powołania Pawła z Tarsu. Nagle, w ciągu jednego dnia, jasne olśnienie i decyzja. W Boże Ciało po procesji, wpadła mi w domu do ręki taka tam broszurowa książeczka ‚Na rozdrożu’,  która chyba leżała dość długo na półce i do której na pewno wcześniej nie zaglądałem. Miałem już plany, co do swojej przyszłości. Byłem przyjęty do pomaturalnej szkoły elektronicznej,  nowy kierunek z wielkimi perspektywami, bo miało powstać centrum obliczeniowe. Wcześniej jeździłem na rekolekcje i obozy. Księża prowadzący je, proponowali, namawiali. Ja twardo – nie. Pamiętam takie dwie rozmowy dość dokładnie. Ówczesny prowincjał podszedł i pyta: ‚A może byś przyszedł tak do marianów’, a ja wypaliłem tak jak to zawsze w takich sytuacjach potrafiłem: ‚Do marianów – nigdy’. Potem kolejna rozmowa z powołaniowcem. I znowu ta propozycja; ‚A może byś tak do marianów wstąpił’. I znowu moje wykrzyczane slowa: ‚Ale ja nic nie czuję, abym miał tam iść’. I jego odpowiedź, która mi świdrowała w głowie: ‚I nie poczujesz’. Broniłem się. Podjąłem decyzję. Powiedziałem mamie. I jej słowa: ‚Rób jak uważasz, nie będę cię zatrzymywać.’ Ale widziałem, że nie była do końca zadwolona. A wynikało to, o czym sie dowiedziałem chyba rok później, z tego że Bóg upomniał się o jej dar. Miała trudny moment swojego życia. Ojciec chciał, aby przerwała to co jemu ciążyło. Nie wiedziała, co ma zrobić. Poszła do naszego kościoła i tam ofiarowała moje życie Panu na wyłączną służbę. Nikomu o tym nie mówiła. Może nawet i o tym zapomniała. Potem nastąpiły lata upewniania się,  czy aby to na pewno ja. Sprawdzałem siebie. Sprawdzalem też Pana Boga. Czas pokazał. A cała historia nauczyła mnie jeszcze jednej rzeczy – Nigdy nie mów, nigdy.  

  • Poniżej tłumaczenie słów zawartych w filmie: ‚Jezus na ulicach Nowego Jorku’.
  • ‚To On prowadzi, podąża tą drogą, odwraca się i mówi: „Chodź za Mną. Przyjdź, chodź za Mną”.   Kiedykolwiek przynosisz Jezusa na ulice do ludzi, dzieją się rzeczy, które zmieniają życie. I właśnie tego potrzebujemy.
  • Zatrzymują się i spoglądają jedną sekundę. Spotykają Jezusa „oko w oko”, a ich życie może odmienić się na zawsze.
  • To po prostu świętowanie, świętowanie wiary, zmartwychwstania. Chodzą po ulicy z naszym Panem, modlą się o powołania.
  • Doświadczenie Kościoła… to wielu ludzi w Nowym Jorku… ich różnorodność… uwielbienie przekształcające kulturę.
  • „Oto zostaniesz zabrany na ulicę Nowego Jorku w jakiś sposób do świątyni stolicy świata. Weźmiesz Króla królów i Pana panów”.  
  • Na końcu filmu są słowa Jana Pawła II w j. angielskim: „Nie bójcie się iść na ulicę i do miejsc gdzie gromadzą się ludzie, tak jak pierwsi apostołowie”.
Podziel się:

Average Rating: 4.6 out of 5 based on 220 user reviews.

przygoda z krwią zaczęła się dawno. Pierwszy raz w klasie maturalnej, ale wtedy, to była tylko zabawa i chęć dostania jednego wolnego dnia od szkoły, bo chyba jeżeli dobrze pamiętam, był jakiś sprawdzian.

A na poważnie. Na drugiej mojej parafii. Pamiętam, że był wtedy piękny dzień, słońce, marzyliśmy już wszyscy o wakacjach. I ta straszna wiadomość o wypadku moich uczennic kończących właśnie szkołę podstawową. W cztery dziewczyny wjechał samochód. Jedną Pan powołał do siebie. Jednej nic się nie stało. Ale dwie. Walczyły o życie. Uszkodzone wątroby. Potrzebna była krew. I to dużo. Prawie cztery litry na każdą.

Nigdy nie zapomnę tej chwili, kiedy nagle w parafii poczuliśmy się jedną rodziną. Nie była potrzebna żadne namawianie. Każdy czuł, że musi to zrobić. Na moje słowa, że jadę oddać i czekajcie z zakończeniem roku szkolnego aż wrócę, dołączyli się inni; rodzice, nauczyciele.

A potem było dziecko chore na białaczkę. Znajomy ksiądz prosił mnie, czy nie mógłbym pomóc. I tak już zostało. Regularnie, co trzy miesiące, jeżeli zdrowie pozwalało, byłem w malutkiej stacji krwiodawstwa w Szpitalu Dziecięcym na Litewskiej. A gdy ją zamknęli, przeniosłem się do Centrum Zdrowia Dziecka. Może to wszystko jest dziwne, może dla niektórych śmieszne, dziwaczne itd. Dla mnie jest to ważne, po prostu tak rozumiem wypełnianie przykazania miłości bliźniego… Czas pokaże co dalej…

Podziel się:

Average Rating: 4.5 out of 5 based on 192 user reviews.


‚…kiedy przyjeżdżałem tu ze swoimi rzeczmi pozostawał żal, że zostawiam to co było przez ostatnie lata moją radością. Tworzyłem wiele rzeczy. Były porażki, które strasznie bolały, które nie dawały spokoju, ale które uczyły, co w życiu jest ważniejsze. Były też sukcesy, które niesamowicie cieszyły. Normalne. Jedną z wielu takich radości była między innymi niedzielna Mszę święta z przedszkolami, które tak prosto przyjmowały Jezusa i to co o nim mówiłem. Bez wielkich słów, tak jak tylko dziecko potrafi je zrozumieć. I to pożegnanie z rodzinami, szczególnie tymi, którym pomogłem, tak przynajmniej Oni uważają, zaadoptować dziecko, w sumie pięcioro. Nic wielkiego z nimi nie robiłem, tylko w pewnym momencie ich i swojego życia, na którymś ze spotkań modlitewnych powiedziałem, że może Pan Bóg oczekuje od Was czegoś większego, a zarazem innego niż tylko „in vitro”. Tak już byli zdesperowani w podejmowanych próbach posiadania dziecka, że nawet takie myśli krążyły im po głowie, a przecież związani byli mocno z nauką Kościoła w ruchu oazowym. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po roku od tamtego spotkania przyszli po opinie o sobie. Najpierw jedno małżeństwo, potem następne, i jeszcze kolejne. Widziałem jak, przeze mnie słabego i grzesznego człowieczka, Pan Bóg działa w ich życiu. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że były to takie sygnały Pana Boga dla mnie, takie prowadzenie Pana, uczenie mnie, że są rzeczy ważniejsze i potrzebniejsze, że ma swój plan dla mnie i wobec mnie. I tak naprawdę nic nie dzieje sie bez Jego zamysłu. Więcej. Ma ten plan także wobec innych, którym postawił mnie na swojej drodze życia, gdzie ja mam być tylko narzędziem w Jego rękach…’
/fragment, którego całość ukaże się w najbliższym czasie w kwartalniku ‚Pastores’/

Podziel się:

Average Rating: 4.9 out of 5 based on 237 user reviews.