…było o powołaniu, to teraz może o gotowaniu i jak to się zaczęło. No przede wszystkim to babcia świetnie gotowała. Wyostrzenie kubków smakowych zawdzięczam jej. A potrafiła zrobić coś z niczego. Ale zaczęło się chyba w siódmej klasie. Pojechałem do mojej cioci w Berlinie na wakacje. No jak to bywa, na wakacjach w wielkim mieście, czasami się nudziło. Ale szykował się wtedy jakiś zjazd rodzinny, goście z wszystkich krajów i niestety dużo gości. Kucharzem był wujek, który całymi dniami siedział w kuchni. W pewnym momencie do pieczonego mięsa zaczął dolewać piwo. I to mnie zafascynowało. Dlaczego? Już wtedy stawiałem takie pytanie. Tłumaczył, a potem kazał, nakryć do stołu, tak jak to powinno wyglądać w najlepszej restauracji. Gdzie nóż, po której stronie widelec, serwetka, talerz ten do tego, a tamten do tego. Wiele się wtedy nauczyłem. Po powrocie chciałem od razu spróbować w domu. Ale nie było to takie łatwe. Powód, babcia, która nie wierzyła, że coś tam potrafię. Z czasem powoli ustępowała swojego miejsca. A ja kombinowałem, głównie ze smakami. I tak zostało, aż do dzisiaj. Tylko czasu na to kombinowanie brakuje. Ale czasem przychodzi taki dzień, że mnie niesie, więc wtedy do kuchni. Warunek jest wtedy tylko jeden, wszyscy wychodzą… z kuchni. I wtedy powstaje schab w białym winie, z kiszoną kapustą, albo zrazy zawijane w czerwonym winie z buraczkami. No czasami jeszcze coś innego. Ostatnio mam ochotę na przygotowanie sushi. No, ale właśnie ten czas. Dla tych, którzy chcą znać mój przepis na mięso na grilla podaję: dzień wcześniej wieczorem pokroić mięso. Nie muszę chyba tłumaczyć, że powinno być świeże, najlepiej prosto z ubojni. Do marynowania używam; oleju z pestek winogron i przyprawy ‚Kamis’; klasyczną albo pikantną. Proporcje, u mnie na oko. ? W każdym bądź razie marynata powinna być płynna. Każdy kawałek mięsa zanurzamy w marynacie i wkładamy do osobnej miski. Przykrywamy folią i wkładamy do lodówki. Niech skruszeje. A zapomniałbym o jeszcze jednym składniku, ale o nim piszę na stronie ‚kulinaria’, więc nie będę się powtarzał.
Niestety, nie mam zdjęcia jak gotuję, bo wiadomo dlaczego. Ale to co pokazuję u góry, też jest jakimś tam moim udziałem, przynajmniej w wyborze menu. Całość zaś przygotowywał ‚LotCatering’ na bankiety z okazji wręczenia nagród podczas Targów Wydawców Katolickich.

tytuł może w moim wydaniu kontrowersyjny, sugeruje jakbym chciał napisać o miłości, może tej szkolnej, może innej. Często słyszę takie pytanie; a jak to było u ciebie. Ale nic z tego. Chcę tylko przypomnieć najpiękniejszy ‚Hymn o miłości’, który zapisał św. Paweł w liście do Koryntian. Czytanie, które jest najczęściej wybierane przez młodych na uroczystościach zaślubin. Ma im przypomnieć o znaczeniu ludzkiej miłości. I można im tylko życzyć, aby w swoim życiu, zawsze pamiętali o słowach w nim zapisanych.
Kasia i Łukasz, moi przyjaciele, jedni z … . Brakuje Antosia, ale wtedy gdy błogosławiłem ich małżeństwo, był tylko w zamysłach Bożych. I cieszę się, że na sam koniec mojego pobytu w Warszawie, dane mi było z małego poganina zrobić, dziecko Boże. Mam nadzieję, że wybaczą mi, że umieściłem tu ich zdjęcie. Ich zaślubiny były wspaniałe, jak i te zdjęcia. Jeszcze takiego wykonania nie widziałem. No i nasz zabytkowy kościół z XVII wieku w Mariańskim Porzeczu, drewniany z malowidłami na ścianach, który dodawał uroku całości. Mówię nasz, bo tam się spotykaliśmy przez trzy lata. Łukasza jeszcze wtedy nie znałem, poznałem go, gdy był w szkole średniej, a przyszedł odwiedzić Kasię w szpitalu w Aninie, gdzie miała operację na sercu. Już wtedy wiedziałem, że będą małżeństwem. Oni, chyba jeszcze nie. Skąd. Po prostu wiedziałem.