prezent

…a coś mnie naszło, żeby o tym napisać. Dużo jest ich w naszym życiu, bardzo dużoF1000035. Tylko czy je dostrzegamy? I czy po latach pamiętamy co dostaliśmy i od kogo. No są te, nazwijmy je oczywiste, obowiązkowe albo oficjalne, dawane przy różnych okazjach, rocznicach, uroczystościach, przy których wypada, trzeba, powinno się, muszę dawać. To są te, w które nie włożyliśmy serca, bo… no bo… . A zawsze się znajdzie jakieś wytłumaczenie – bo nie było czasu, aby pomyśleć, a bo się zapomniało, a bo był za drogi, a za brzydki, a po co taki, a w końcu i tak nie ważne jaki, dobrze aby był.

Ale całe szczęście, że są jeszcze takie wypływające z głębi serca. Czasami wyczekane, wychodzone i wypatrzone, niewielkie, niedrogie, zauważone gdzieś tam jednym spojrzeniem. I wiemy, że to jest właśnie TO, co sprawi radość.

A i człowiek dla Człowieka, może być też prezentem. Powinien nim być. Tym najlepszym i najdroższym. Bo został stworzony na obraz i podobieństwo samego Stwórcy. I każdy z nas poprzez dar życia jest właśnie takim prezentem dla drugiego. A na zdjęciu nic innego jak prezent, a taki jeden z moich dawnych pomysłów.

świętość

…nie, nie. Nie jestem święty. Jeszcze nie. Wiem tylko jedno, że Pan Bóg robi wszystko, abym nim był. A ja jestem oporny i nie za bardzo chcę. Bo wydaje mi się, że to kim jestem i co posiadam jest najważniejsze. I wiem, że na mojej drodze stawia różnych ludzi, poprzez których prowadzi mnie do świętości. I stawia mi również wydarzenia, poprzez które prowadzi mnie również do tego, co doskonałe. A żeby jeszcze na dodatek było śmieszniej powiem, że i mnie stawia innym na takiej samej drodze, dla ich świętości. I mam nadzieję, że kiedyś się wszyscy w ‚Domu Naszego Ojca’ spotkamy i będziemy się cieszyć ze swojej świętości, i śmiać się z tego dlaczego Pan Bóg postawił mi tych, a nie innych i dlaczego tak, a nie inaczej. No i dla czego użył takiej drogi a nie innej.

https://www.youtube.com/watch?v=7Ov72Dfl4KI

No i nutka, która mi zaproponowano ‚Bóg się mamo nie pomylił, narodziłeś (narodziłaś) się z miłości’, pokazuje tak naprawdę, że to Bóg ukochał człowieka taka miłością, że dał mu życie, tym samym zapraszając nas do nieba.

A i dzień jest sposobny do tego, aby o tym trochę napisać. Bo tak naprawdę to ten dzisiejszy dzień, Wszystkich Świętych, jest dniem imienin każdego z nas. Z tej okazji życzenia jak najlepsze i najszczersze; pomyślności, radości, uśmiechu, zadowolenia, sukcesów i tego wszystkiego co człowiek jest w stanie wymyśleć składając sobie życzenia. A i najważniejszego; osiągnięcia świętości.

błogosławieni

Ostatnio dostaję bardzo dużo różnych pytań. I nie są to bynajmniej pytania banalne. Czasami może podstawowe, zwykłe, ale też i takie, które zmuszają do refleksji i zamyślenia. Jednak brakuje czasu, aby na wszystkie z nich odpowiedzieć. Myślę, że zamieszczona nuta daje na nie odpowiedź. Stara nuta, ale aktualna, bo tekst zaczerpnięty z nauki Jezusa – z ‚Kazania na górze’. Błogosławieni, znaczy szczęśliwi. Jeżeli przynajmniej trochę uda się z tego zrealizować, będzie dobrze, będzie lepiej. ?

talent

„Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności…” /Mt 25,15/

Każdy je otrzymał. Jeden więcej, drugi miej. Ale otrzymał. Nawet ten, kto otrzymał ten jeden, też go posiada. Są różne. I chyba nawet jesteśmy za mali, żeby sobie je wszystkie wyobrazić. Bo czasami coś dla kogoś może nie być godne uwagi i zachwytu, a dla drugiego będzie to miało wielką wartość. Z talentami jest zazwyczaj tak, że dostrzegamy te, które są bardzo wizualne – śpiew, taniec, osiągnięcia sportowe. Mówimy wtedy – ‚o, ma talent’. A przecież talentem jest też i to co nie jest takie głośne, co może jest takie proste, codzienne, ciche – macierzyństwo, ojcostwo, dobroć, cierpliwość… Ważne, że każdy ma jakiś talent, przynajmniej jeden. I jest za niego odpowiedzialny. I ma go rozwijać. To jest dopiero zadanie i wielka sztuka, aby go nie zmarnować. I chyba jeszcze większa, aby nim się dzielić, a nie trzymać dla siebie.

miasto

‚…Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną …Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem…’ /A. Mickiewicz/

Każdy ma takie miasto, do którgo wraca. I jest to miasto dzieciństwa. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, abym mógł się z niego wyrwać. Tylko z nim wiązałem nadzieje i plany. Różne plany. To była taka moja mała ojczyzna. Mój azyl. Znało się każdy kąt i zakamarek. Ale z czasem przyszły inne, większe i mniejsze, bardziej i mniej dostojne, piękne i brzydkie. Zawchyt nad innymi, różne koleje życia rodziny, przyjaciół i znajomych, a także chęć poznania i przeżycia czegoś nowego powodował, że gdzieś tam zapominało się o swoim starym, dobrym miejscu. Pojawiały się nawet takie myśli, jak ja mogłem tam mieszkać, gdzie indziej jest lepiej.

Czas upływa nieubłaganie, sentyment pozostaje. Gdy się do niego wjeżdża, mija się stare śmieci, kąty zakamarki. Pojawia się uśmiech, czasami uśmieszek. Wracają wspomnienia, szczególnie z tych miejsc gdzie, … ? Zrzućmy zasłonę milczenia. No, może kiedyś o tym napiszę. ?