…a coś mnie naszło, żeby o tym napisać. Dużo jest ich w naszym życiu, bardzo dużoF1000035. Tylko czy je dostrzegamy? I czy po latach pamiętamy co dostaliśmy i od kogo. No są te, nazwijmy je oczywiste, obowiązkowe albo oficjalne, dawane przy różnych okazjach, rocznicach, uroczystościach, przy których wypada, trzeba, powinno się, muszę dawać. To są te, w które nie włożyliśmy serca, bo… no bo… . A zawsze się znajdzie jakieś wytłumaczenie – bo nie było czasu, aby pomyśleć, a bo się zapomniało, a bo był za drogi, a za brzydki, a po co taki, a w końcu i tak nie ważne jaki, dobrze aby był.
Ale całe szczęście, że są jeszcze takie wypływające z głębi serca. Czasami wyczekane, wychodzone i wypatrzone, niewielkie, niedrogie, zauważone gdzieś tam jednym spojrzeniem. I wiemy, że to jest właśnie TO, co sprawi radość.
A i człowiek dla Człowieka, może być też prezentem. Powinien nim być. Tym najlepszym i najdroższym. Bo został stworzony na obraz i podobieństwo samego Stwórcy. I każdy z nas poprzez dar życia jest właśnie takim prezentem dla drugiego. A na zdjęciu nic innego jak prezent, a taki jeden z moich dawnych pomysłów.

Każdy ma takie miasto, do którgo wraca. I jest to miasto dzieciństwa. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, abym mógł się z niego wyrwać. Tylko z nim wiązałem nadzieje i plany. Różne plany. To była taka moja mała ojczyzna. Mój azyl. Znało się każdy kąt i zakamarek. Ale z czasem przyszły inne, większe i mniejsze, bardziej i mniej dostojne, piękne i brzydkie. Zawchyt nad innymi, różne koleje życia rodziny, przyjaciół i znajomych, a także chęć poznania i przeżycia czegoś nowego powodował, że gdzieś tam zapominało się o swoim starym, dobrym miejscu. Pojawiały się nawet takie myśli, jak ja mogłem tam mieszkać, gdzie indziej jest lepiej.