…trudny dzisiejszy dzień. Chyba dla wszystkich. Dla mnie bardzo. Wśród tych, którzy zginęli w katastrofie byli Ci, których znałem osobiście i którzy w różny sposób pomagali mi przy Targach Wydawców Katolickich – mam tu na myśli: Tomasza Mertę, podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury. Zawsze życzliwy dla ludzi książki. Obecny na otwarciach targów, popierający naszą inicjatywę. No i Józek Joniec, ksiądz – to od niego uczyłem się jak prowadzić stowarzyszenie. Wiele godzin przegadaliśmy.
Dzisiaj wszyscy mówią tragedia, katastrofa. Kilka osób pytało mnie – ‚i co teraz z nami będzie’. Załamani. Tak po prostu, po ludzku. Wiem, że w obliczu tej tragedii te słowa mogą zabrzmieć strasznie. Przecież zginęli ludzie, pozostawiając swoich bliskich, rodziny, znajomych, przyjaciół. Kruchy z nas materiał. Kruche z nas istoty.
Wierzę jednak, że będzie dobrze. Bóg z tego pozornego zła, wyprowadzi dobro. Wierzę w to głęboko. Bo On zawsze to czyni. W moim życiu też, wiele raz to uczynił. Jesteśmy w oktawie świąt Zmartwychwstania. Przed nami Niedziela Miłosierdzia Bożego. Nie jest przypadkiem, że Jan Paweł II umierał w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia Bożego. To dzisiejsze wydarzenie też ma swoje miejsce i czas w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Bóg chce nam poprzez te dwa znaki coś powiedzieć. Oczywiście rodzi się pytanie – Jak poprzez coś takiego, może do nas przemówić? Może chce nam przypomnieć to wszystko, co mieliśmy w swoich sercach pięć lat temu, czym żyliśmy, a gdzieś może po drodze o tym zapomnieliśmy. Może potrzebujemy takiego wstrząsu, aby zobaczyć co w życiu jest ważne, ważniejsze i najważniejsze. I gdzie pozostawiliśmy nasze ideały. A kiedyś przecież zmartwychwstaniemy!

‚Jest dobrze, wcale nie jest tak żle, ale my wciąż czegoś lepszego szukamy. Pragniemy lepszego dnia, życia, siebie, nie zadowalając się tym co już mamy. A mamy przecież tak wiele, lecz tego nie doceniamy. Sięgając po skrawek nieba, zapominamy o tym co na ziemi kochamy. Niedobry dzień skupia naszą uwagę, a dobry nie zauważamy. Przyjaciela, który stoi koło nas, w poszukiwaniu innego odtrącamy. Zdrowie, cóż to takiego nadzwyczajnego? W drodze życia często je zawalamy. A jak choroba nas zaskoczy, to wtedy sobie o nim przypominamy. Żyjąc tak, życie przechodzi nam obok, plecami się do niego odwracamy. Chcemy inne, lepsze życie… nie wiedząc jak dobrze się mamy.’
…właśnie zakończyła się wigilia i wspólne kolędowanie. I przyszedł też czas zadumy i refleksji. Eh te wspomnienia. Kolejny raz z dala od domu rodzinnego. Nie zrozumie tego ten, kto tego nie doświadczył. I powiem tak – brakuje mi tych wigilii spóźnionych nawet o kilka dni, kiedy było wiadomym, że nie mogę dojechać na czas. I urządzano ją drugi raz; z łamaniem opłatkiem, życzeniami, przebaczeniem sobie urazów, barszczem, choinką, prezentami, kolędami.
I właśnie nadszedł ten dzień, kiedy wspominamy jego święte życie, a dla uczczenia tego dnia obdarowujemy się prezentami. Jednak zawsze w tym dniu nachodzi mnie jedna refleksja – ‚nie dla wszystkich jest to dzień radości’. Są tacy, którzy tego dnia się smucą i to z różnych powodów, miedzy innymi z tego, że nic nie otrzymają, i to nie tylko w tym wymiarze materialnym, ale i duchowym. A dlaczego? Odpowiedzi jest dużo i różnych, można powiedzieć bardzo dużo i bardzo różnych. Nie będę je tu przytaczał. Niech każdy da sobie przynajmniej jedną. Moja jest taka – nie wszyscy wierzą w istnienie tego prawdziwego Świętego.
…a coś mnie naszło, żeby o tym napisać. Dużo jest ich w naszym życiu, bardzo dużoF1000035. Tylko czy je dostrzegamy? I czy po latach pamiętamy co dostaliśmy i od kogo. No są te, nazwijmy je oczywiste, obowiązkowe albo oficjalne, dawane przy różnych okazjach, rocznicach, uroczystościach, przy których wypada, trzeba, powinno się, muszę dawać. To są te, w które nie włożyliśmy serca, bo… no bo… . A zawsze się znajdzie jakieś wytłumaczenie – bo nie było czasu, aby pomyśleć, a bo się zapomniało, a bo był za drogi, a za brzydki, a po co taki, a w końcu i tak nie ważne jaki, dobrze aby był.